Zupełnie odmienny sposób realizacji swego kapłańskiego powołania wybrał pochodzący z Dobrzenia Małego ks. Thomas Motzko, gdzie się urodził 13 marca 1956 roku, piąty z sześciorga braci w rodzinie, którego religijnie kształtował - oprócz rodziny - ks. proboszcz Kazimierz Bochenek, a od 1971 roku ks. proboszcz Helmut Kraik. Zaraz po zadaniu matury w 1975 roku wstąpił do Zgromadzenia  Misjonarzy „Słowa Bożego” by zostać misjonarzem. 3 września 1975 roku rozpoczął dwuletni okres nowicjatu.

Czytaj więcej: Ks. Thomas Motzko (Tomasz Moczko)

Ewa Drop
Małe jest piękne, czyli refleksje o drodze (nie tylko życiowej)

   Moja życiowa droga przywiodła mnie przed kilkoma laty do miejscowości małej obszarowo i małej z nazwy-Dobrzenia Małego. Juz na naszego tutaj zamieszkania zaskoczyły mnie i ucieszyły pozdrowienia nieznanych jeszcze osób spotkanych na ulicy i życzliwe pytania o samopoczucie oraz nowe wrażenia. Pozwoliło mi to uwierzyć, że wrastanie w te ziemię może się udać. Najpierw wczesną jesienią był huczny Polter-Abend, czyli według dosłownego tłumaczenia „ hałaśliwy wieczór”. Sąsiedzi zapukali pewnego popołudnia do naszych drzwi oznajmiając, że wydają córkę za mąż.

 

Czytaj więcej: Refleksje o drodze

   Jerzy Szleger - człowiek, który całe swe życie związał ze sportem, dla sporu żył, dla sportu umarł. Nie zmarnował otrzymanego talentu, dobrze go wykorzystał, pomnażał i umiał się nim dzielić.

Wielka pustka, smutek i żal po Nim pozostaną, bo był człowiekiem wyjątkowym.

Czytaj więcej: Odszedł wielki Jolik

   Wojciech Bąk z Dobrzenia Małego na Opolszczyźnie był kierowcą w firmie handlującej karmą dla gołębi. W czasie katastrofy w Międzynarodowych Targach Katowickich tylko na kilka minut odszedł od swojego, jak się potem okazało stojącego w bezpiecznym miejscu, stoiska. Gdyby przy nim został, wydostałby się z hali bez zadraśnięcia. Niestety spadające elementy dachu ciężko raniły mężczyznę. - Mąż przez pięć tygodni był nieprzytomny, walczył o życie - opowiada jego żona Ewa.

Czytaj więcej: Skutki katastrofy w Katowicach

„Głos Dobrzenia”  czerwiec 2001 r. – fragment wywiadu z Wójtem Gminy Dobrzeń Wielki p. A. Kokotem

    Obecnie sieć dróg przebiegających przez naszą gminę niewiele ma wspólnego z traktami w dawnych czasach. Teren nasz był do przemieszczania się bardzo niedogodny. Trudno dzisiaj sobie wyobrazić Odrę i Małą Panew bez żadnych obwałowań, a tak było. Nieprzebyte lasy sięgały prawie do Odry. Lasy nie były meliorowane, czyli przeważnie podmokłe i bagniste, pełne niebezpiecznej zwierzyny. Ludzie osiedlali się na terenach do których nie docierała woda przy wysokich stanach rzeki. Podczas powodzi komunikacji pomiędzy wsiami po prostu nie było. Drogi były sezonowe. Po utworzeniu klasztoru w Czarnowąsach drogi stały się bardziej potrzebne. Zaczęto spławiać drewno w dół Odry, rozwinięto rolnictwo i hodowlę, wyrób węgla drzewnego, płótna, wytop szkła oraz żelaza. W tym czasie droga z Opola była wąska i kręta i nie utwardzona.

Czytaj więcej: Komunikacja drogowa

         wywiad z sołtysem p. Rudolfem Kokotem (Głos Dobrzenia IX 2001r.)

   W miejscu, gdzie stoimy zbierają się cztery cieki wodne, Ale by było ciekawiej, to płyną na różnych poziomach. I tak: jeden rów, którego poziom wody jest niższy niż w rzece, biegnie za wałem od „starej Odry” w Borkach , przechodzi następnie pod wałem do przepompowni.

   

Czytaj więcej: Stacja pomp

   wywiad z p. Alojzym Holikiem (Głos Dobrzenia II 2002 r.)

  Tradycje żeglarskie mam zapisane w genach. Mój dziadek Jan Holik, ojciec Paweł i wujek Franciszek pracowali jako żeglarze i posiadali własne barki. Ojciec swoją „ Glaube” pływał po wodach Odry i Łaby. W domu rzecz jasna przewijały się tematy wodniackie. W tym czasie wielu mieszkańców Dobrzenia i okolic związanych było z Odrą, siłą woli więc, cała ta żeglarska rodzina spotykała się i dzieliła przeżyciami. Utworzono nawet związek Dobrzyńskich łodziorzy, a przewodniczył im mój dziadek. Będąc dzieckiem, ojciec często zabierał mnie w rejs wraz z mamą i starszą siostrą.  Pamiętam jak matka , obawiając się byśmy nie wpadli do rzeki, przywiązywała nas sznurem do ogniwa na pokładzie. Podpatrywałem i uczyłem się trudnej ale ciekawej pracy. Niestety, przyszła wojna i piekło stycznia roku 1945.

 

Czytaj więcej: Wspomnienia szkutnika

   Gibel znajduje się w Dobrzeniu Małym przy ulicy Odrzańskiej. Mieszkają tam państwo Surówka W 1947 roku w domu wybuchł pożar. Spaliła się tylko część domu. Jego ocalenie tłumaczone jest obecnością na szczycie domu kapliczki giblowej. Z wdzięczności za uratowanie połowy domu poświęcono figurkę Matki  Boskiej i wstawiono do kapliczki. Stoi ona tam do dnia dzisiejszego i chroni ten dom od nieszczęść.

Martyna Fila Dobrzeń Wielki

 

Kapliczka wnękowa znajduje się w budynku przy ulicy Odrzańskie. Lokalizacja jej jest nietypowa, gdyż nie mieści się ona na ścianie szczytowej budynku, lecz na ścianie bocznej .  Wybudowano ja w 1957 roku w intencji syna właścicieli tego domu, który zginął śmiercią tragiczną pod kołami furmanki. Miał on na imię Jorglik.  We wnętrzu kapliczki umieszczono figurkę poświęconą  Najświętszemu  Sercu  Pana Jezusa .

Sylwia Schneider Dobrzeń Mały

 
Kapliczka, pod którą zgromadziła się rodzina świętująca uroczystość prymicji ks. svd Thomasa Motzko w dniu 25 kwietnia 1985 r.

Wywiad z p. Ryszardem Manem (Głos Dobrzenia  XI 2000r.)

   Pierwsze muzyczne kroki stawiałem pod okiem bardzo wymagającego korepetytora, któremu dziś wiele zawdzięczam, a był nim p. Alojzy Kokot- wójt naszej gminy. Mając 17 lat stworzyłem z kolegami grupę „ Allegro”. W ówczesnym czasie, aby zespół mógł działać, musiał stawać co roku przed komisją egzaminacyjną na tzw. weryfikacje, gdzie przyznawano kategorie. Należało komisji przedstawić listę utworów i zagrać  z niej jeden dowolny utwór, drugi zaś wybierała komisja. Nasz zespół przeważnie zdobywał I bądź II kategorię, bo każdy z nas miał muzyczne przygotowanie, a część kolegów już grała w filharmonii.

W latach 70-tych byliśmy bardzo znanym i liczącym się zespołem w powiecie. Graliśmy na zabawach tanecznych w soboty i niedziele, a w pozostałe dni oprócz piątków na weselach. Trzeba wiedzieć, że każdy z nas zawodowo pracował, na spanie pozostawało 2-3 godziny. Nigdy nie miałem urlopu, bo wykorzystywałem go na wcześniejsze wyjścia z pracy, aby zdążyć na weselne granie. Mieliśmy tyle zaplanowanych występów, że nie było wolnego terminu na moje wesele.

W wyniku fali wyjazdów ludzi na zachód w latach 80-tych, zespoły „ Allegro” i „ Opolanka” zostały mocno uszczuplone, a z garstki osób, które pozostały stworzyliśmy nową „ Opolankę”, w której śpiewałem i grałem na organach i akordeonie. Nasz zespół bez wielkiej elektroniki, a czasami i bez prądu też sobie poradził. „Dwudziesty stopień zasilania” nam nie przeszkadzał. Brało się wtedy dodatkowo akordeon i zabawa trwała dalej. Dawniej zabawa była wspaniałym spotkaniem towarzyskim ludzi dorosłych. Dziś osoba w wieku 20 lat czuje się intruzem na dyskotece, zabawa zaś rozkręca się w porze nocnej, kiedy my kończyliśmy już grę.

Niezapomniane są wiejskie wesela. Było to święto całej wioski, a na potańcówkę ściągali ludzie z różnych stron. Weselna uczta odbywała się przeważnie w domu weselnym, a tańce w wynajętej sali, która była otwarta dla wszystkich, którzy zdołali wejść w jej podwoje.  Znalazł się także poczęstunek dla tych ludzi. Jedynym utrudnieniem była konieczność przemieszczania się z sali do domu i z powrotem.  Przez 35 lat naszego muzykowania  bawiliśmy ludzi  na weselach, festynach i różnych imprezach. Ostatnio zapraszani jesteśmy na ślubne jubileusze do tych, u których graliśmy w dzień ślubu. Sprawia nam to wiele radości, ale i skłania do refleksji nad upływającym czasem. Żal mi jedynie, że przez te lata żadnej zabawy karnawałowej nie przetańczyłem z żoną. Osobiście bezgranicznie uwielbiam muzykę, a każdą wolną chwilę poświęcam graniu.